What: Wolność
When: sobota, 10 lipica 2010
At: 20:16:32
Write komentarze [1];

Wolność. Czyż nie jest to wartość do której dąży całe nasze społeczeństwo? Każdy z nas pragnie wolności. Niezależnie od naszego wieku, statusu społecznego, czy płci, dążymy do tego, by być prawdziwie wolnymi ludźmi. Tylko… co tak naprawdę rozumiemy pod pojęciem wolności? Według słownika wolność to „możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą”. Tłumacząc to na język popularny było by to po prostu robienie tego, na co akurat mamy ochotę. Jestem wolny, mogę iść do kina, jestem wolny, mogę spotykać się ze znajomymi, kiedy mam na to ochotę, jestem wolny, mogę… Słowo „mogę” pojawia się niemalże nierozłącznie przy wolności. Mogę, ale nie muszę. Bo jeśli coś musimy, to wolnością to już nie jest. Jeżeli czegoś nie wolno nam, to jest to zabieranie wolności. Dlatego, jeśli chcę mogę spotykać się z osobą tej samej płci, jeśli chcę mogę usunąć ciążę, która mi tylko przeszkadza, jeśli chcę, mogę zrobić co zechce. Przy takiej definicji wolności Kościół jawi się jako instytucja, której niemalże naczelnym zadaniem jest pozbawienie człowieka wolności. Dekalog, Katechizm i księża co niedziele wołający z ambony, że to jest złe, a tamtego nie wolno, to wszystko ogranicza naszą wolność więc po co?
Zastanówmy się głębiej. Według wyżej podanej definicji wolności, możemy robić wszystko. Wszystko, to znaczy: możemy nie iść do pracy jeśli nam się nie chce, możemy się nie uczyć, jeśli nie czujemy takiej potrzeby, możemy palić papierosy, ćpać i upijać się do nieprzytomności każdego dnia, możemy wreszcie skoczyć z mostu, bo skoro taka jest nasza wola, to dlaczego by nie? Tylko, że podejmując decyzje w wolności musimy pamiętać o jednym – każda, KAŻDA nasza decyzja niesie ze sobą konsekwencje adekwatne do tego, co robimy. Każda akcja powoduje jakąś reakcję, ta z kolei jest akcją dla kolejnej reakcji i tak dalej. W teorii możemy nie chodzić do pracy, ale co to oznacza w praktyce? Oczywiście zwolnienie z pracy, bo który pracodawca chciałby utrzymywać pracownika, który nic nie robi? Z kolei to pociąga za sobą konsekwencje w postaci braku pieniędzy, a przy braku pieniędzy nasza wolność kurczy się do minimum, bo nie możemy sobie na nic pozwolić. Przy paleniu papierosów i piciu alkoholu podobnie. Zaczynamy może od jednego kieliszka, od jednego papierosa i mamy jeszcze nad tym kontrolę. Po jakimś czasie jednak kontrola się zmniejsza, a bez alkoholu, papierosów, czy innych używek nie jesteśmy w stanie wytrzymać. I gdzie tu nasza wolność, skoro nie jesteśmy sami z siebie w stanie zdecydować, że już nie chcemy?
Święty Paweł w liście do Koryntian pisze, że „wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi mi korzyść”. Wydaje mi się, że to zdanie jest sednem i sensem wolności pojmowanej na sposób Kościoła. Tak, to prawda możemy wszystko, co chcemy. Mamy wolność, by wybierać dobro. Ktoś może się oburzyć, że co to za wolność skoro mamy wybierać tylko dobro? Wolność, ponieważ wybierając zło najczęściej, jeśli nie zawsze, nie mamy już możliwości powrotu do dobra. Może to wydawać się nierealne, bo jak to? Przecież nawet po popełnieniu grzechu możemy robić coś dobrego! Tak, możemy, ale jednocześnie trwamy w tym popełnionym grzechu, nie jesteśmy już czyści.
Kościół, mówiąc, że czegoś nie wolno ma na myśli tylko jedno – nasze dobro. Nie wolno skakać z mostu, bo przyniesie to nam śmierć a nie do nas należy władza nad życiem i śmiercią. Ale do tego trzeba dojść samemu. Żadne, nawet najpiękniejsze i najmądrzejsze słowa nie przekonają nas, że coś jest złe, jeśli tego chcemy i wciąż kierujemy się tą popularną definicją wolności. Dopiero jeśli doświadczymy na własnej skórze… może wtedy…



What: Przyjaźń
When: wtorek, 22 czerwca 2010
At: 00:24:54
Write komentarze [0];

Jakoś kiedyś, chyba z rok temu napisałam coś takiego...

„Przyjaźń to uśmiech mówiący wszystko. To spojrzenie, które nie potrzebuje słów. Dotyk nie mający w sobie nic z erotyki a wszystko – z piękna. Zachwyt sobą i miłość, której spełnieniem jest samo bycie, bycie ze sobą.”
Nadzieja odłożyła pióro i podarła kartkę. Przyjaźń… czym tak naprawdę jest przyjaźń i kto może podać jej prawidłową definicję? Przecież nie ona, samotna marzycielka żyjąca w świecie fantazji. Za oknem krople deszczu uderzały o brukowaną ulicę, o parapet, o liście drzew. Wiatr szumiał cicho między gałęziami, w powietrzu unosił się zapach lata. Muzyka, muzyka przyrody. Ten wiatr i te krople tak autonomiczne a tak idealnie ze sobą współgrające. Rano niebo będzie jasne i błękitne, a żółta twarz słońca ogrzeje świat swoim ciepłem. Teraz zasnute chmurami niebo mieni się tysiącem barw szarości. Lato, lato… Takie samo lato było wtedy, gdy naście lat temu koło niej siedziała Maria. Zakochane w deszczu siedziały na moście. Pod nimi huczała rzeka burzliwa jak tamten wieczór. Wiatr był silny, zbyt silny. Przemoczone wpatrywały się w horyzont. Tam, gdzie niebo się kończyło a zaczynał las. Nadzieja i Maria, Maria i Nadzieja. Zawsze były razem. Dlaczego tamten most się wtedy zerwał? Trzask pękającego drewna, huk rzeki i szum wiatru. Maria była silniejsza i złapała tonącą Nadzieję. Nadzieja nie wie, jak znalazła się na brzegu. Ostatnie co pamięta, to słowa Marii „Nadzieja nie może umrzeć” i ciemność. Cisza białej szpitalnej sali. Nadzieja wzięła czystą kartkę i napisała na niej jedno zdanie.
„Przyjaźń to Maria.”

Ja mogłabym powiedzieć - przyjaźń to Zuza.

Kolejne kroki na drodze zwanej życiem. Sesja, próba uporania się z przeszłością i teraźniejszością. W tle, Enya, Era, System of a Down. Głównie.


What:
When: środa, 26 maja 2010
At: 23:35:53
Write komentarze [3];

Kiedy myślałam nad kolejnym wpisem zastanawiałam się o czym napisać, żeby nie było zbyt refleksyjnie, ale też zbyt osobiście. W końcu będzie... no sama nie wiem, tak bardziej "świadectwowo".
Na początku napiszę tylko, że nastrój z poprzedniej notki minął. Nie powiem, że bezpowrotnie, o nie, zbyt dobrze siebie znam...
Zmieniać się zaczął w sobotę w tą jakże piękną sobotę będącą jednocześnie wigilią święta Zesłania Ducha Św. Nocne czuwanie było niczym naładowanie akumulatorów. Taka niesamowita siła i radość od DŚ. I ta pustka, ta przeogromna pustka w moim sercu, wielka czarna dziura pochłaniająca wszystko w końcu została wypełniona, co więcej wypełniona po brzegi! I chociaż już w niedzielę wieczorem smutek powrócił, to wypełnienie pozostało. Chociaż było tak raczej smutno to nie było beznadziei. Było dużo nadziei. I radość powróciła. Ta wielka, głęboka, piękna, dająca siłę. I taka świadomość. Jestem JEGO. Jego księżniczką. Nie da się nie powiedzieć, że "jakoś to będzie" a nawet: "będzie super".
Tyle, że do tego daleka droga jeszcze. Chociaż nie jestem sama to wiem, że nie zawsze będzie łatwo, ba, już nie jest. Tyle do pokonania. Odkryłam dziś, że wciąż boję się śmiać, czy nawet odwzajemnić uśmiech i wciąż strach króluje w moich relacjach z drugim człowiekiem. To będzie ciężka walka.
Ale mam nadzieję... Mam wiarę. I uczę się kochać.


What: takie tam...
When: wtorek, 18 maja 2010
At: 22:05:26
Write komentarze [1];

Świadomość, że tak naprawdę to tylko kilka ruchów... Podciągnąć się na rękach, wychylić, kilka sekund lotu i.... koniec...

Tyle razy widziałam siebie kończącą to wszystko... Tyle razy chciałam... Tak często wciąż chcę... Tylko świadomość bezsensu śmierci mnie powstrzymuje. I fakt, że sprawiłabym komuś ból...


Podjęłam decyzję. Nie jakąś taką zwykłą decyzję, jaką się podejmuje każdego dnia, wybór z czym zrobić kanapkę, czy skręcić w lewo czy w prawo. Taka trochę bardziej poważna decyzja. Dotycząca czegoś, co kocham najbardziej na świecie. A konkretnie - rezygnacji z tego. A dlaczego? Dla CZEGO? Dla czegoś, co jest totalnie nie warte tego, przez co teraz przechodzę. Dla czegoś, co jest tak naprawdę nie istotne, czegoś, na co ta decyzja po prostu nie ma wpływu. Więc dlaczego? Z ciekawości, jak to będzie? Z nadziei, że może jednak? Jak na razie jedynymi owocami tej decyzji jest to, że mam ogromny żal do dwóch Osób, które (niespecjalnie) na nią wpłynęły, chęć aby przestać widywać właśnie te dwie osoby, a nie...
No i łzy, których wypłakałam więcej niż przez ostatnie kilka lat... tak myślę. Więc czemu nie odwołam tej decyzji? No cóż wrodzony upór i duma, a przy okazji masochizm mi nie pozwala. Więc po prostu będę trwać tak długo jak długo upór i duma będą silniejsze od instynktu samozachowawczego. Ech...

Z pozytywniejszych rzeczy - byłam na grupce wczoraj po raz pierwszy. Po jakiś kilku latach w końcu się odważyłam. Mam nadzieję, że znajdę tam kiedyś swoje miejsce. Bo na razie, to jestem pełna obaw.

Pada deszcz... Szef wie, że kocham deszcz. I zawsze zsyła go wtedy, kiedy go najbardziej potrzebuje. Czy to nie urocze?


What: maski...
When: środa, 12 maja 2010
At: 23:02:15
Write komentarze [1];

Wszyscy nosimy maski. Mniej lub bardziej zakrywające nasze prawdziwe ja, jednak je zakładamy. Mamy cały zestaw masek. Idąc na spotkanie z przyjaciółmi założymy maskę luzaka chwalącego się, ile wypił na ostatniej imprezie, siedząc na imieninach ciotki ubieramy maskę grzecznego dziecka, wzorowej żony, oddanego męża... Bojąc się zranienia ukrywamy siebie przed drugim człowiekiem tak długo, aż w końcu sami nie wiemy kim jesteśmy.
Kim ja jestem? Jaka jestem naprawdę? Gdy zamkną się drzwi od mojego pokoju, drzwi, które oddzielają mnie od reszty świata, kim wtedy jestem? Czy jestem podobna do mojej postaci z TES IV Oblivion, zimnego zabójcy, który z przyjemnością chowa się w mroku nocy i bezszelestnie wypuszcza z łuku strzałę niosącą śmierć temu, za którego głowę jest nagroda? Czy jestem taka jak mój szaman z DOMO, który samotnie przemierza świat zabijając potwory i walcząc ze złem? Czy może jak któryś z bohaterów jednego z tysiąca seriali i anime które tak namiętnie oglądam? A może... może...
Nawet, a może zwłaszcza przed sobą udajemy. Boimy się prawdy o nas podświadomie czując, że nie jest ona tak kolorowa jak nasze o nas wyobrażenia. A przecież jest Ktoś, kto pokochał nas takimi jacy jesteśmy. Ktoś, kto znając prawdę o nas pokochał nas tak bardzo, że nie zawahał się oddać za nas Swoje życie.
Co znaczy, że chociaż nasze wyobrażenia o nas samych różnią się od Prawdy, to Prawda jest piękniejsza. I czuję tą prawdę poddając się delikatnej pieszczocie wiosennego deszczu, który tak pięknie dziś padał. Czuję tą Miłość śmiejąc się tak po prostu, tańcząc w rytm melodii grającej mi w sercu. I mogę śmiało powiedzieć - jest świetnie! Bo, chociaż daleka jeszcze droga przede mną, wiem, że daleka, to odkrywam kim jestem i uczę się kochać siebie. Siebie - królewską córkę, Boże dziecko, Jego księżniczkę!
Jestem szczęśliwa...

Inspired by today :)


What: Płyta, Wenecja i inne...
When: sobota, 8 maja 2010
At: 22:24:25
Write komentarze [0];

W ciągu ostatniego miesiąca wydarzyło się dużo...
Zacznijmy może od początku...
Czyli od nagrania :)
A więc nagraliśmy płytę. Siedzieliśmy w DA kilka godzin (tak gdzieś z 6 chyba) i pod koniec wszyscy byli zmęczeni. Każdy dawał z siebie wszystko i jakoś poszło. Ostatnio słuchaliśmy nawet tego nagrania. I chyba większość z nas jest zadowolona. Ja oczywiście nadal nie lubię swego głosu, ale to nie zmienia faktu, że chcę się dokształcać muzycznie by śpiewać coraz lepiej. Ad Maiorem Dei Gloriam! Zawsze :) Siedząc w kościele z tym zespołem poczułam (nie po raz pierwszy z resztą), jakbym była w domu. Wśród "swoich". I chociaż od razu przyszedł strach i zwątpienie, bo przecież nie mam prawa czuć się w ten sposób, nie ja... Nie mówiąc o tym, że tyle razy byłam już odrzucana, że boję się, zwyczajnie boję się, że po raz kolejny będę budować na iluzji i po raz kolejny wszystko się rozsypie, a ja zostanę z jeszcze większą raną w sercu... Ale nie mogę się przecież zamykać na drugiego człowieka tylko dlatego, że zostałam zraniona. Także będę dawać z siebie wszystko tym, którzy będą chcieli brać, a jak zostanie to odwzajemnione to miło :)
Tyle na razie refleksji na Efraimowe tematy, przejdźmy do Wenecji :)
I Słowiańsko Rycerska Majówka Wenecka. Taka była nazwa imprezy, na której byłam w "długi" majowy weekend. I było... zacnie :) Wenecja, leżąca koło Biskupina (tak mniej więcej) to nieduża wieś bardzo malownicza i posiadająca własne ruiny zamku. Włóczyliśmy się po niej w naszych mniej lub bardziej średniowiecznych strojach i bawiliśmy się znakomicie, na przykład machając ogniem. Bo jak to na tego typu imprezach bywa były różne turnieje, w tym właśnie fireshow. Cztery dziewczyny pomalowane na niebiesko jako Na'avi i jeszcze jeden Marine (w tej roli nasz "rodzynek")... Nic dziwnego, że nikt nie przeszedł koło naszego występu obojętnie (zostaliśmy nagrodzeni rzecz jasna :D). A potem stanie przez półtorej godziny w "kuchni" i zmywanie z siebie niebieskiej farby... Fajnie było :D
Na pewno przez majówkę odpoczęłam i przemyślałam wiele spraw...Na przykład tych sercowych. I doszłam do wniosku, że muszę się wreszcie ogarnąć. Boli i boleć będzie przez najbliższy czas, lecz jest to ból... przyjemny. Robię to dla siebie. I w końcu będzie dobrze. Musi być :)
Tym optymistycznym akcentem kończę na dzisiaj. I obiecuję (sobie głównie), że następna notka będzie bardziej... refleksyjna. Muszę znowu nauczyć się posługiwać słowem pisanym. Bo... tak, chcę wrócić do moich nieskończonych opowiadań. Moi bohaterowie czekają na ciąg dalszy swoich przygód. Więc nie mogę ich zawieźć.


What: Polsko, moja Polsko...
When: piątek, 16 kwietnia 2010
At: 21:58:43
Write komentarze [0];

Oglądam wiadomości i wciąż nie wierzę. Mam takie dziwne uczucie, jakby zaraz ktoś miał powiedzieć, że to wszystko jakiś chory żart jest, pomyłka jakaś. Przecież taki samolot i z takimi ludźmi po prostu nie mógł się rozbić. Nie, na pewno zaszła jakaś pomyłka... A jednak... kolejne trumny z ciałami najważniejszych ludzi w Polsce zwożone są do kraju. Kraju pogrążonego w bólu. Kraju, który nawet w takiej chwili nie potrafi być jednym... Tak, mam na myśli ludzi, którzy nawet teraz znaleźli okazję do protestowania i wyrażenia (swojego?) zdania. Zamilknij narodzie! To nie czas, nie miejsce na transparenty i kłótnie kto, gdzie, kiedy i jak. Daj tym, którzy zostali po ludzku przeżywać nieludzkie cierpienie. Bądźmy razem! Trwajmy wspólnie na modlitwie w intencji tych, którzy odeszli ale i tych, którzy zostali. W intencji Polski, ale i całego świata, który przeżywa naszą tragedię może nie tak jak my, ale na pewno razem z nami. Bo przecież nie ma przypadków. Boża Opatrzność czuwa nad nami. I chociaż niezbadane są ścieżki Pana, to On nigdy się nie myli. Nawet jeżeli nie rozumiemy Jego planu, jeżeli się z Nim nie zgadzamy... Polsko trwaj! Zostałaś wybrana przez Pana, doświadczona Jego przedziwną Miłością, od Ciebie zależy, czy Miłość ta pójdzie dalej w świat, czy spowoduje jeszcze większy rozłam.

***

Takie zdarzenia jak to pobudzają do myślenia także o własnym życiu. Kim jestem? Dlaczego jestem? Kim CHCĘ być?
Przeglądam stare wpisy, te sprzed dwóch lat i zastanawiam się jak bardzo się przez ten czas zmieniłam. Jestem starsza, to na pewno, ale czy mądrzejsza? Czy idę w tą stronę w którą iść powinnam? Chcę światu nieść Miłość i głosić Ewangelię tym, którzy jej nie znają, którzy o niej zapomnieli. Bo Ewangelia to Dobra Nowina. Taka, że Bóg Cię Kocha. Chociaż te słowa stały się wyświechtanym sloganem słyszanym tak często, że niemalże przestały oznaczać cokolwiek, to przecież one znaczą. Znaczą bardzo dużo w życiu tych, którzy Ją poczuli.
Nie wiem, jak będę głosić Ewangelię. Czuję, że zakon to nie moje miejsce, zbyt duże jest we mnie pragnienie macierzyństwa i bliskości ukochanego mężczyzny, wiem jednak, że kimkolwiek będę, będę mogła i nawet powinnam żyć tak, by w moim życiu widać było Boga.
Coraz bardziej ciągnie mnie w stronę policji... Zaryzykować?
Niedługo jedno z największych marzeń się spełni. Z Zespołem nagrywamy płytę. Katolski zespół rzecz jasna i piosenki również. Ale... Mój głos będzie usłyszany. Nie wiem, czy jest on warty bycia słyszanym, ale wiem, że od zawsze chciałam śpiewać. Bo muzyka jest i zawsze była moją największą pasją. Niespełnionym wciąż i jeszcze marzeniem do którego dążę i w które wciąż chcę wierzyć. Bo w marzenia trzeba wierzyć. I do ich spełnienia dążyć. Inaczej się nie spełnią :)

Chcę tu wrócić na stałe, na łamy tego bloga. Niech moje zdanie będzie usłyszane, czy jest tego warte czy nie. Ale na dzisiaj dosyć. Niech Pan Was błogosławi! :)


What: ...
When: poniedziałek, 11 stycznia 2010
At: 18:56:16
Write komentarze [1];

Sesja nadchodzi niczym wielki, połykający wszystko potwór. Czas skurczył się do rozmiaru ziarenka gorczycy, a materiału jest... dużo.
Trudno w tym wszystkim odnaleźć czas dla siebie i, przede wszystkim siebie. Kolejny dzień, kolejny miesiąc, kolejny rok. Dużo się zmienia, dużo wciąż do zmiany. Damy radę! :)


What: It's ok to get lost so begin walking
When: sobota, 2 sierpnia 2008
At: 00:05:49
Write komentarze [0];

What can I say?
Noga od niedzieli w gipsie (skręcona kostka). Boli jak cholera. I jeszcze te zastrzyki. Okazało się, że nawet mój wrodzony masochizm i skłonność do samookaleczeń gdzieś się kończy. Ale to chyba akurat zdrowy objaw [lol]
W każdym razie nie mogę tańczyć (no oczywiście, że podczas tańca sobie kostkę skręciłam. A co, nawet na koncercie Shannonów pobawić się nie mogę?) Ech, życie... Ale, jak we wszystkim, także i w tym odkryłam pozytywy. Na przykład przyjaźń (której się co prawda spodziewałam, ale zawsze :P)
No i zawsze kilka zdań zamienionych dodatkowo z Szefem. Wiem, że On zawsze wie, co robi. Czasem tylko trudno jest dostrzec Jego plan. Ale... byle ufać i do przodu :)

sousa kanashimi wo yasashisa ni
jibun rashisa wo chikara ni
mayoinagarademo ii arukidashite
mou ikkai mou ikkai
dareka no kitai ni zutto kotae
homerarerunoga suki nano desuka?
naritai jibun wo surikaetemo
egao wa itsudemo suteki desuka?
hajimaridake yume mite okiru
sono saki nara itsuka jibun no ude de
souda daiji na mono wa itsumo
katachi no nai mono dake
te ni iretemo nakushitemo
kizukanumama
sousa kanashimi wo yasashisa ni
jibun rashisa wo chikara ni
mayoinagarademo ii arukidashite
mou ikkai mou ikkai
zurui otona wa deau tabi
atama gohashi na sekkyou dake
jibun wo sunao ni dasenaku natte
kizutsukinagara sugu ni togatte
atarashii kaze mikata ni tsukete
sagashite iinda itsuka aoi tori wo
souda daiji na mono wa itsumo
katachi no nai mono dake
te ni iretemo nakushitemo
kizukanumama
sousa kanashimi wo yasashisa ni
jibun rashisa wo chikara ni
mayoinagarademo ii arukidashite
namida no ato ni wa nazeka fukkireta
sora ni niji ga deru you ni shizen na koto
ame wa agatta
dakara daiji na mono wa itsumo
katachi no nai mono dake
te ni iretemo nakushitemo
kizukanumama
sousa kanashimi wo yasashisa ni
jibun rashisa wo chikara ni
kiminara kitto yareru shinjite ite
mou ikkai mou ikkai
mou ikkai mou iikai?

(opening Naruto Shippudena by "Little by Little")
tłumaczenie?

turning sadness into kindeness
your uniqueness into strenght
it's okay to get lost so begin walking
once again, once again
do you like to be praised by
answering everyone's expectations?
will your smile always be beautiful
even if you hide your true self?
just dreaming the beginning then waking up
the continuation can be reached someday by myself
the most important thing is always
without any shape
even if you have it or lose it
you'll never know
turning sadness into kindeness
your uniqueness into strenght
it's okay to get lost so begin walking
once again, once again
unfair adults are always
giving lectures everytime we meet
being unable to show their true selves
they get grouchy as they get hurt
getting the new wind on your side
it's now okay to search for the blue bird
the most important thing is always
without any shape
even if you have it or lose it
you'll never know
turning sadness into kindeness
your uniqueness into strenght
it's okay to get lost so begin walking
it's natural like the rainbow
that somehow appears after tears
the rain stopped
so the most important thing is always
without any shape
even if you have it or lose it
you'll never know
turning sadness into kindness
your uniqueness into strenght
believeing that you should be able to do it
once again, once again
once again, are you ready?


Ahhh zakochałam się w tej piosence :)


What: After JDM
When: niedziela, 20 lipica 2008
At: 22:12:41
Write komentarze [0];

Koniec. Nie wiadomo kiedy skończyły się IX JDMy. Z pewnym żalem pożegnałam ukochaną Świętą Lipkę, by wrócić do rzeczywistości. Rzeczywistości domu. Gwar, ludzie (chociaż i tak w tym roku było ich mniej niż w zeszłych latach - koło dwusetki), atmosfera, Przyjaciele..... to wszystko sprawiło, że wyjazd był, dla mnie przynajmniej smutny. Nie da się słowami opisać tego wszystkiego... Cudowni warsztatowcy, cudowni współwarsztatowicze...... Niesamowity festiwal twórczości wszelakiej (tak tak, machałam ogniem :D Just love it :>), super koncerty (Południca, Eklektyka i 40 30 70), super znajomości, Eucharystia.... (nareszcie czas na codzienną xD), ciekawe konferencje........

Dom...... cisza przerywana jedynie jednostajnym szumem wiatraczka chłodzącego komputer. I Mamą, która nie daje mi spokoju. Świadomość, że wolność została w pewnym sensie ograniczona. Mimo wszystko.... Trzeba mieć nadzieję, że jutro przyniesie radość, a uśmiech jakimś cudem zabłąka się i na moją twarz...

Melancholia....... i tylko jedno Jezu ufam Tobie..... Chociażby wszyscy mnie opuścili, Ty NIGDY tego nie zrobisz.


What:
When: środa, 2 lipica 2008
At: 18:28:58
Write komentarze [0];

Zdałam maturę. Papiery na studia złożone.
Za 10 dni JDMy.

Something is in my heart. It just... is.........
Zamknięta w Cyrodil..... (świat w którym dzieje się akcja czwartej części The Elder's Scrolls - całkiem sympatyczny eRPeG). Zabijam na zmianę zwierzęta i ludzi. Robię karierę jako złodziej i skrytobójca. Odczuwam niekłamaną satysfakcję zdobywając kolejne punkty "infamy". Druga natura wychodzi na jaw. Obojętnie ile osób zabije, obojętnie co ukradnę (włamywanie się do domów mieszkańców Cyrodil to prawdziwa frajda) i tak przychodzi czas na zmierzenie się z rzeczywistością. Rzeczywistością która nie jest tak prosta jak świat gry komputerowej. Tu nie zrobisz save'a i jeśli decyzja okaże się błędna nie wczytasz poprzedniego zapisu. Jeśli podejmujesz decyzję to liczysz się z jej konsekwencjami. I ponosisz je często do końca życia. A jeśli bym poszła do innej szkoły? Jeśli na maturze zdawałabym inne przedmioty? Jeśli zaryzykowałabym i ubiegała się o indeks na UAM na japonistykę? A jeśli... W pewnym wieku jest dużo decyzji do podjęcia... Konsekwencje niektórych bardzo bolą... Miłość? To piękne słowo. Jeden z ulubionych tematów poetów, pisarzy, scenarzystów... Ale odczuwać skutki tej przeklętej, zakazanej........ Boli.......


What: Jak zawsze - AMDG
When: niedziela, 8 czerwca 2008
At: 19:35:12
Write komentarze [0];

Lednica 2008. Nieziemski upał. Słońce dosłownie wszędzie. Śpiew i życie dla Pana. Podobno koło 70 tys. ludzi było. I chyba 500 księży celebrowało Eucharystię. Spotkałam moją kochaną Misiałkę, chyba pomogłam trzem dziewczynom w nauce machania pojkami, się pobawiłam się trochę, wybrałam Jezusa.
"Z Nim nawet przed łopatki"..... Znalazłam mój stary pamiętnik i taki właśnie tekst mam tam wpisany od x. Rafała. Tak...... ON zakopie Twojego doła. Tylko mu na to pozwól.

Mam kochaną chrześnicę. Taka ładniutka grzeczniutka dziewczynka. Kochana rodzinka. Szkoda tylko że na drugim końcu Polski są. Ale podobno nie ma tego złego.....
No i ogólnie bez Jezusa ani rusz. Dobrze, że On akceptuje ludzi takich jakimi są. Przyszedł wyleczyć chorych, powołać grzeszników, wlać Miłość tam, gdzie jej brakuje. On nie zniszczy Twojego życia, jeśli pozwolisz mu w nie wejść. On pomoże Ci je naprawić.


What: Aoi aoi ano sora..... :)
When: środa, 21 maja 2008
At: 22:40:23
Write komentarze [1];

"Habataitara modorenai to itte
Mezashita no wa aoi aoi ano sora."

Mówisz, że gdybyś mógł latać, nigdy nie wróciłbyś na dół..... Najnowszy opening Naruto Shippudena. No cóż, zakochałam się w nim :P

Dziś wróciłam ze stolicy. Ah...... Słowa tego nie wyrażą jak dobrze mi tam było. Spacer po starówce, zoo, rodzinka...... i przepiękna cisza domu zakonnego. I ta bliskość Jego. Najcudowniejszą rzeczą było to, że mogłam pójść kiedy chciałam do kaplicy. I siedzieć w niej. Z Nim. Chrystusem. Patrzeć na Tabernakulum. I Go adorować. Szkoda. że nie można w domu trzymać Eucharystycznego Chrystusa.... Ale On w sumie i tak jest zawsze ze mną.... :)

Muszę przyznać, że warszawiaki mają naprawdę ładne zoo. Zdjęcia niedługo na mojej picasie będą. Takie ładne piranie.... i misie..... i kotki (lwy, lamparty, tygrysy... xD).... i węże...... i ogólnie fajowsko. Bardzo miło spędzony czas.

I rodzinka...... Kto by pomyślał, że z... no trochę młodszą kuzynką znajdę wspólny język xD Albo dziecinnieje na stare lata, albo ona jest taka dorosła...... looooooool........ ;) Naruto łączy ludzi xD
(że nie wspomnę o reszcie rodzinki, zarąbistej jak przystało na rodzinkę)
I wakacje............ taka to ładna sprawa. Byle nie zwariować od nadmiaru swobody a będzie dobrze..........

Kolejne dziwne coś (opowiadanie?) napisane...... Ale krótkie. Ledwo 4 strony A5. Jeszcze trzy zaczęte przydałoby się skończyć...... Kiedyś..... wakacje? :)


What: :( love :)
When: wtorek, 13 maja 2008
At: 14:25:38
Write komentarze [1];

Ah.... jak ciekawie jest mieć wakacje w maju. Znaczy się no oczywiście, maturka, etc, ale jednak nie muszę zrywać się rano do szkoły. Jeszcze trzy egzaminy i wolne. Pomińmy może fakt, że cała jestem zeżarta przez strach. Że nie zdam. Niektórym może się to wydawać riddiculus, ale.... no tak to już ze mną jest :P
Smutno było zostawić ludzi, z którymi się zżyłam. Koniec roku był smutnym dniem. I dziwnym. W szufladzie leży świadectwo stwierdzające, że mam wykształcenie średnie. Czegóż więcej chcieć do szczęścia?
Ojjj..... wiem czego. Kogo. Niestety wiem. Ale nic z tym nie zrobię. Nie będę unieszczęśliwiać ludzi, którzy są mi bliscy. A że boli....... ;( (love is blind)
Ale byłam wyjechana z Exodusem i było super. Morze jest śliczne. Otwarte znaczy ;)
I tylko........


What: ...
When: niedziela, 20 kwietnia 2008
At: 23:13:55
Write komentarze [0];

Rano ta notka wyglądałaby zupełnie inaczej. Zdjęcie, jedno z wielu zdjęć z neta, z ręką dziewczyny. Żyletka. A na ręku wycięte "I'm fine". I tak naprawdę ten napis odzwierciedlałby dokładnie moje uczucia. Łącznie ze sposobem jego wyrażenia.
Trudno jest ufać... trudno jest trwać, gdy brakuje sił. Gdy wizja do jakiej się dąży jest daleko, a szatan podpowiada "nie dasz rady". I czuję, że ma racje. W zamian pokazuje mi inną wizję. Nadjeżdża tramwaj, nadjeżdża samochód, okno w pokoju wcale nie jest tak wysoko. Jeden ruch....... I się skończy. Słońce zachodzi. Wydaje się że koniec jest dobrym rozwiązaniem. Poddać się. Nie walczyć.
Za długo walczyłam. Za długo biłam się o każdy dzień. Za długo Szef bił się za mnie by się poddawać. Modlitwa nie będąca tak naprawdę niczym innym jak błaganiem. Bez słów, bez użycia konkretnych myśli. Po prostu nieme wołanie o pomoc.
Wyszło słońce. Oświetliło moją twarz. Jak piękny może być kwietniowy poranek! Przypływ sił, nawet uśmiech. A tak trudno było o ten mały wyraz radości...

Warto walczyć! Warto trwać! Nawet jeśli wydaje się, że to już koniec, że już nie ma sił...... WARTO! Bo gdy zrobisz kolejny krok, a zrobisz go na pewno, jeśli tylko zaufasz, to będziesz mógł spojrzeć w przyszłość z radością.
Zauważyłam, że na każdy problem daje jedną radę - modlitwa i zaufanie. Dlaczego? Bo tylko On jest w stanie pokonać KAŻDĄ przeszkodę. Dla Ciebie. I TY jesteś w stanie pokonać WSZYSTKO, jeśli tylko Jemu zaufasz.






Designed by Dianuś only for mysli-danutki
Picture by Friends, made by me. Using somwhere else strictly forbidden!